Jezioro Trazymeńskie, które jest największym powierzchniowo akwenem wodnym Włoch, ma 3 wyspy. Jedną z nich Isola Maggiore zwiedzaliśmy już 2 razy, ale nie byliśmy jeszcze na największej wyspie Isola Polvese.
Jednak wiedząc, że infrastruktura turystyczna jest słabo rozwinięta zaczęliśmy dzień od poszukiwania miejsca do zjedzenia obiadu. Trafiliśmy do małej wioski San Feliciano, skąd rejs na Isola Polvese trwa raptem 10-15 minut (koszt to 6 euro w dwie strony).
Co prawda mieliśmy już wypatrzoną wcześniej osterię, ale akurat skończył się mi internet w komórce, więc powróciliśmy do bardziej tradycyjnych metod wybierania lokalu, czyli idź tam, gdzie jedzą miejscowi. 🙂
Najpierw obiad
Na małym placyku była mała knajpka Piazzetta. Nie wyglądała zachęcająco, ale zaryzykowaliśmy. Obsługujący nas właściciel, który mi przypominał Belmondo, a naszemu synowi Saula Goodmana był bardzo aktywnym sprzedawcą sugerując potrawy, które powinniśmy spróbować.

Za jego sugestią zmieniliśmy nasze pierwsze wybory.
Ale podpowiadał dobrze. To było miejsce z domowym jedzeniem. Wyrabiane na miejscu tagliatelle smakowało rzeczywiście jak u babci. Było tak dobre, że Tomek zamówił drugą porcję tagliatelle z truflami.
Na chwilę zajrzała do nas typowa mamma, będącą chyba autorem tych potraw, by sprawdzić czy wszystko ok, opieprzając jednocześnie Belmondo za coś, podczas gdy on stroił do nas miny niczym Louis de Funes w swoich komediach.
Tiramisu daje radę
Tomek jest zawsze testerem tiramisu. Do tej pory pierwsze miejsce na podium jest niezagrożone od lat i należy do pewnej osterii też nad Jeziorem Trazymeńskim. Ale to z San Feliciano było już na bardzo porównywalnym poziomie.

— Chcecie kawę? To ja przyniosę Wam do spróbowania kawę San Feliciano. Zobaczycie, będzie wam smakować. 🙂 I po chwili na stole ląduje espresso con la crema e panna. Rzeczywiście, dobre.
— Poprosimy jeszcze jedno.

Już mieliśmy wychodzić by kupić bilety na prom.
— To ja jeszcze przyniosę wam Divinus, który dobrze wpływa na trawienie i już na stole ląduje słodka lokalna nalewka.
Powrót po maseczki
Zalegliśmy na godzinę na ławce by to wszystko strawić, a potem jeszcze na kolejne pół godziny, bo nie mieliśmy maseczek FPP2 by wejść na prom i nasze zwykłe maseczki nie zostały zaakceptowane, więc trzeba było wrócić do apteki we wiosce i zakupić właściwe.

W końcu dotarliśmy na wyspę i o właściwej porze, bo południowa jej część obrośnięta starymi gajami oliwnymi nie oferuje dużo cienia.
Najlepiej z własnym jedzeniem
Na pierwszy rzut oka Isola Polvese ma bardziej rozbudowaną infrastrukturę, ale to tylko wrażenie po wyjściu ze statku, kiedy mijamy Villa di Polvese z hotelem.



Potem są już tylko ruiny zamku z XV wieku, ruiny klasztoru z tego samego okresu i jedno gospodarstwo rolne. Stroną północną porośnięta lasem wracamy na przystań mocząc przy okazji nogi w czystych wodach jeziora.








Isola Polvese to propozycja na spokojną wycieczkę. Czy warto ją zwiedzić? Jeśli chcecie spokoju i obcowania z naturą, to jak najbardziej. Oferuje ona mniej atrakcji niż Isola Maggiore, ale warto tam zajrzeć.
Zobacz też:
Informacje praktyczne:
Transport: Na Isola Polvese można dostać się promem z San Feliciano (większy wybór godzin wypłynięć) za 6 euro w dwie strony za osobę lub z Castiglione del Lago (3 razy dziennie) za 10 euro w dwie strony. Z Castiglione rejs trwa godzinę.
Wyżywienie: Na wyspie jest hotel z restauracją i prosty bar. Najlepiej zabrać ze sobą przekąski, a obiad zjeść w San Feliciano lub Castiglione del Lago. Polecamy Bar La Piazzetta w San Feliciano lub Osteria Le Scalette w Castiglione del Lago
